Creepshow – wrażenia po pierwszym odcinku

Creepshow to legendarna horrorowa antologia za którą odpowiadają takie legendy gatunku George A. Romero, Stephen King i Tom Savini. Film utrzymany w konwencji strasznych komiksów z miejsca stał się pozycją kultową. Do dzisiaj produkcja ta jest wymieniana pośród najlepszych antologii grozy jakie kiedykolwiek gościły na srebrnym ekranie. Niestety sequele już nie wypadły tak dobrze. Druga cześć Creepshow nie była zła, ale filmowi brakowało sporo do produkcji z 1982 roku. Trzeci film nie ma nic wspólnego z oryginalnymi twórcami i jest skokiem na kasę wydanym wiele lat później. Fiasko tego żenującego projektu sprawiło, że nawet najwięksi fani stracili nadzieję na to, że Creepshow powróci na ekrany. Teraz na platformie Shudder debiutuje serial Creepshow. Czy możemy liczyć na coś interesującego?

Serialowa wersja Creepshow utrzymuje się w tej samej konwencji co oryginalne filmy. Mamy więc antologie zainspirowaną komiksami takimi jak Opowieści z krypty. Każdy z trwających niecałą godzinę odcinków ma prezentować nam dwie straszne historyjki utrzymane w starym stylu. Na pierwszy ogień idą dwie dosyć interesujące opowiastki w tym jedna bazująca na opowiadaniu Stephena Kinga z nawiązaniami do oryginalnego filmu. Drugą historyjką jest adaptacja krótkiego opowiadania Josha Malermana. Mężczyzna jest znany głównie ze swojej debiutanckiej powieści – Brd Box, która doczekała się głośnej, netfliksowej adaptacji Nie otwieraj oczu.

Gray Matter

Gray Matter rozgrywa się w małej miejscowości w trakcie huraganu. Lokalny szeryf i doktor siedzą w małym sklepiku i grają w karty z właścicielką przybytku. Do lokalu wpada nastoletni chłopak, który został wysłany przez ojca po piwo. Coś jednak jest nie tak z zachowaniem młodzieńca. Okazuje się, ze chłopak obawia się swojego taty. Dlatego szeryf z doktorem decydują się sprawdzić o co dokładnie chodzi podczas gdy, dzieciak opowiada swoją historię właścicielce sklepu.

Creepshow
Rozpoznawalni aktorzy to coś czego się nie spodziewałem.

Ten segment pierwszego odcinka serialu rozdzielony jest pomiędzy dwóch mężczyzn badających podejrzany dom i chłopaka opowiadającego o tym jak jego ojciec zaczął się zmieniać po śmierci matki. Sprawdza się to dosyć dobrze i historia mija w mgnieniu oka. Mam drobne zakończenia co do końcówki, która jest trochę zbyt nagła i nie do końca pasuje do reszty. Jednak w gruncie rzeczy jest to ciekawa historia z mrocznym finałem.

The House of the Head

Drugą historią jest The House of the Head. Bohaterką jest tutaj młoda dziewczynka z wypasionym domem dla lalek. Dziecko zauważa jednak, że z jej zabawką dzieje się coś dziwnego. Figurki porozstawiane po domku zaczynają się same przemieszczać i wyglądają jakby były przerażone. Na domiar złego w domku dla lalek pojawia się coś co wygląda jak miniaturowa głowa zombie. Nasza młoda bohaterka stara się poradzić sobie z tym niezwykłym problemem.

Mamy do czynienia z nietypową opowieścią, gdzie większość strasznych momentów rozgrywa się pośród lalek. Wszystko dzieje się stosunkowo wolno i nie ma tu zbyt wielkiej eskalacji wydarzeń. Z tego powodu całość może wydawać się trochę nudna. Jednak uczucie tego, że coś jest nie tak i oczekiwanie na to co potoczy się dalej sprawia, że The House of the Head ogląda się całkiem dobrze.

Creepshow
Taka mała głowa a tyle problemów.

Obie historyjki z tego odcinka były całkiem niezłe. Gray Matter dosyć dobrze budowało klimat i mogło pochwalić się niezłymi efektami specjalnymi. The House of the Head to solidny, ale przewidywalny pomysł, który ciągnął się odrobinę zbyt długo. Jednak muszę przyznać, że mimo dłużyzny i tak oglądało się tą historyjkę z przyjemnością. Troszkę szkoda, że w obu przypadkach nie pokuszono się o trochę więcej gore lub naprawdę strasznych momentów. Jednak i tak nie byłem zawiedziony.

Smaczki

Sporym atutem pierwszego odcinka serialu jest masa smaczków dla fanów. W obu historyjkach pojawiają się mniejsze i większe nawiązania do filmu Creepshow i do twórczości Stephena Kinga. Największym nawiązaniem do oryginalnego filmu jest obecność Adrienne Barbeau.

Creepshow
Adrienne Barbeau wraca do świata Creepshow.

Aktorka znana z wielu kultowych filmów pojawiła się zarówno w filmowej jak i serialowej wersji Creepshow. Obok tego mamy jeszcze drobniejsze rzeczy nawiązujące do opowiadań mistrza grozy jak żółta kurtka przeciwdeszczowa czy pies o imieniu Cujo. Easter eggów jest znacznie więcej i udowadniają one, że twórcy naprawdę starają się stworzyć coś co zadowoli fanów oryginału.

Fajnie wykorzystano motyw komiksu. Niektóre sceny zostają nam przedstawione w postaci paneli z komiksu po czym przenosimy się do akcji. To przypomina mi momenty z oryginalnego filmu. Na dodatek zdecydowano się na to, że cała antologia prowadzona jest przez stworka znanego z okładki oryginalnego filmu. Nie jest to jednak postać tak rozgadana jak trup z cyklu Opowieści z krypty. Te dwa elementy nadają produkcji odpowiedniego klimatu i posmak tandety jaki charakteryzował produkcje, które zainspirowały oryginalny Creepshow.

Creepshow
Klimat oryginalnych filmów został zachowany.

Zapowiada się smakowicie

Pierwszy odcinek serialu daje nadzieję na to, że Creepshow powraca w chwale. Twórcom udało się utrzymać ton i stylistykę oryginalnych filmów co pewnie nie było łatwą sztuką. Osobiście nie zostałem powalony na kolana ani tematyką ani jakością odcinka, ale nie było źle. Nie jestem jednak największym fanem oryginalnego filmu, więc sam fakt, że pierwszy epizod serialu oglądało się przyjemnie odczytuje jako spory pozytyw. Jeśli dalej będzie równie dobrze to szykuje się nam bardzo przyjemna antologia utrzymana w starym stylu, gdzie groza mieszała się z odrobiną humoru. Ja nie mam temu nic przeciwko i z chęcią będę przez najbliższe kilka tygodni poświęcał tą godzinkę na obejrzenie nowych, zakręconych historyjek. Innymi słowy polecam Creepshow każdemu kto szuka solidnej dawki staroszkolnego straszenia.

A co Ty o tym sądzisz?