Drakula 2020

Dracula to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci literackich w historii. Hrabia z powieści Brama Stokera stał się wzorem dla wampirów i to właśnie przez pryzmat tego nieumarłego patrzymy na wszystkich innych krwiopijców. Pewnie dla tego przez lata powstała niezliczona ilość filmowych adaptacji, opowiadań i komiksów przybliżających nam losy Draculi. Netflix we współpracy z BBC dostarcza nam kolejną wariację. Tylko czy Drakula AD 2020 to coś mrożącego krew w naszych żyłach, czy może raczej crap zachęcający do przebicia własnego serca kołkiem?

Adaptacja klasyka?

Każdy mniej więcej zna fabułę Draculi Brama Stokera. Nie każdy przeczytał tą powieść epistolarną, ale każdy zetknął się z jakimś filmem na niej bazującym lub po prostu przesiąknął wiedzą na temat legendarnego wampira dzięki popkulturze. Twórcy nowej adaptacji zdają sobie z tego sprawę i dlatego zamiast typowego przeniesienia znanej historii o hrabi z Transylwanii dostajemy coś bardziej oryginalnego. W związku z tym nowy Drakula wykorzystuje jedynie trochę elementów ze swojego pierwowzoru i na dokładkę wiele z nich mocno przerabia. Efektem takiego zabiegu jest 4,5 godziny produkcji, która jedynie w minimalny sposób jest powiązana z klasyczną powieścią. Nie jestem jednak przekonany, że wyszło to tej „adaptacji” na dobre.

180 minut gozy

Drakula od Netflix to trzy 90. minutowe odcinki mini serii, które znacznie dobiegają od dobrze znanej historii. Całość zaczyna się w miarę podobnie do tego co znamy z książki i innych adaptacji. Jednak z każdą minutą odpływamy od rozpoznawalnej historii. Pierwszy odcinek to wariacja na temat historii z powieści. Drugi epizod jest w minimalny sposób powiązany z pierwowzorem. Ostatni fragment tej serialowej trylogii to coś kompletnie nowego czego autor oryginału nie byłby w stanie sobie nawet wyobrazić.

Drakula
Hrabia Drakula jest największym atutem tej wersji klasyka.

Opowieść o wampirze ciągnie się przez ponad 100 lat i możemy doświadczyć zarówno klasycznych gotyckich motywów jak i scen osadzonych we współczesnym świecie ze wszystkimi dobrodziejstwami technologii. Muszę przyznać, że jest to dosyć ciekawy zabieg, który ma spory potencjał. Niestety tragiczny scenariusz i masa nietrafionego humoru, który nie pasuje do reszty sprawia, że całość rozsypuje się na okropne kawałki.

Coś dobrego

Jednak najpierw chciałbym się skupić na pozytywnych aspektach Drakuli w wersji 2020. Pierwszy odcinek to trochę fajnych pomysłów. Choćby to, że historię poznajemy z perspektywy Jonathana Harkera, czyli prawnika, który był więźniem w zamku hrabiego i ledwo uszedł z życiem. Nasz bohater opowiada zakonnicom o tym jak udało mu się uciec Drakuli i jak wyglądała wizyta w zamku wampira. Ten element fabuły jest najbardziej wierny oryginalnej historii. Na dokładkę mamy kilka ciekawych pomysłów i nawiązania do kultowych filmów wytwórni Hammer. Pierwszy odcinek to fajna wariacja na temat znanej historii, która zyskuje dzięki postaciom. Zarówno hrabia jak i Van Helsing z tej wersji są bardzo charyzmatyczni. Para ma specyficzną więź i uwielbienie do mrocznego poczucia humoru. Sprawdza się to w tej wersji całkiem dobrze bo tak czy inaczej nigdy nie jest strasznie.

Drakula
Wojownicze zakonnice ninja.

Drugi odcinek rozgrywa się w 90% na pokładzie statku płynącego ze Starego Kontynentu do wybrzeży Wielkiej Brytanii. Otrzymujemy coś w rodzaju rozsypanej układanki, która nie łączy się z zakończeniem poprzedniego odcinku. W trakcie oglądania układamy sobie ciąg wydarzeń i łączymy całość w coś co ma sens. Wypada to całkiem znośnie chociaż zaczynają się pojawiać problemy, które są utrapieniem tej adaptacji. Chodzi o nudne i sztampowe postacie. Poza Drakulą i Helsingiem nie ma nikogo interesującego. Co gorsza wiele postaci jest nie tylko niezwykle płytkich, ale i strasznie wkurzających.

Sporo złego

Trzeci epizod Drakuli rozlatuje się bardzo szybko i z każdym momentem jest gorzej. Pełno żartów nielogicznych scen i postacie, które popełniają serię dziecinnych błędów. Trudno opisać wszystko bez wdawania się w szczegóły, ale serial zawodzi na każdym polu. Fabuła nie ma większego sensu, postacie zachowują się dziwnie i tylko wizualnie bywa dobrze. Najgorsze jest to, że finał ostatniego docinka rujnuje wszystko czego dokonały poprzednie dwa epizody. Interesujące pomysły będące wariacją na temat legend i wierzeń o wampirach przepadają. Jakby tego było mało wyjście, które wybierają twórcy jest sprzeczne tym co sami wcześniej ustalili. Pomijam już to, że jest ono niezwykle niewiarygodne i rozsypuje się po sekundzie.

Drakula
Drakula 2020 to fajne kolorki i taka sobie historyjka.

Prawie się udało

Nie chcę nazywać Drakuli totalnym niewypałem, ale po obejrzeniu trzeciego odcinka trudno mi użyć jakiegokolwiek innego słowa. Pierwsze dwie części tej wersji klasyka sprawdzają się dosyć dobrze i mimo mniejszych i większych wad pozostawiają po sobie w miarę dobre wrażenie. Trzeci epizod wywala się na pysk już od drugiej minuty i im dalej tym gorzej. Czeka nas 90 minut żałosnych pomysłów, okropnego humoru i popis głupoty. Wszystko to skwitowane pseudo inteligentnym zakończeniem które nie tylko jest nielogiczne ze względu na resztę opowiadanej historii, ale jest także niezwykle głupie. Dlatego zdecydowanie odradzam oglądanie tego odcinka. Pierwsze dwa epizody są w miarę spoko i jak nie mamy nic lepszego do roboty to można poświęcić na nie te 180 minut.