DreadOut

Kilka lat temu natrafiłem na demo pewnej interesującej gry. Horror o fotografowaniu duchów od razu skojarzył mi się z ukochanym cyklem Project Zero. Na dokładkę indonezyjska produkcja miała przybliżyć graczom lokalne legendy i opowieści o widmach czyhających by zaatakować naszą rzeczywistość. DreadOut okazało się całkiem niezłym tytułem, który pokazał światu potencjał indonezyjskiej grozy. Gra musiała też być sporym sukcesem. W końcu pojawiły się dwa spin-offy, niedługo wychodzi sequel a w kinach pojawiła się filmowa adaptacja DreadOut. Czy indonezyjski horror na bazie niszowej gry może odnieść sukces tam, gdzie poległy amerykańskie adaptacje popularniejszych horrorów? Czy w końcu doczekamy się naprawdę dobrego filmu na bazie gry wideo?

Co to w ogóle jest DreadOut?

DreadOut to indonezyjski horror na podstawie gry indie o takim samym tytule. Gra komputerowa okazała się całkiem zgrabnym połączeniem straszaka inspirowanego cyklem Fatal Frame z lokalnym folklorem. Produkcja studia Digital Happiness osiągnęła spory sukces i doczekała się rozszerzenia, mangi, spin-off stworzonego z myślą o technologi VR i sequela kontynuującego przygody głównej bohaterki. Ostatecznym dowodem sukcesu DreadOut jest filmowa adaptacja. Przecież tylko najlepsze i najpopularniejsze gry otrzymują swoje filmowe odpowiedniki.

DreadOut
Duchy pod poduchy.

Nastolatki i strachy

Film opowiada o grupie licealistów, którzy w pogoni za sławą i popularnością w internecie wybierają się do opuszczonego apartamentowca, gdzie niegdyś doszło do masakry związanej z dziwnymi rytuałami pewnego kultu. Nastolatkowie planują stać się gwiazdami dzięki streamowaniu z nawiedzonego miejsca. Szybko okazuje się, że budynek naprawdę skrywa w sobie masę okropnych sekretów i bohaterowie muszą walczyć o przetrwanie.

Powyższy akapit sprawia, że możemy myśleć o DreadOut jako kolejnym sztampowym straszaku z głupimi nastolatkami. W końcu te kilka zdań może opisać jeszcze przynajmniej 30 innych horrorów. Niestety ten film nie stara się na zrobienie niczego specjalnie nowego i jedynce co może potencjalnie wnieść do gatunku to informacja, że nastolatkowie na całym świecie są niezwykle głupi i zawsze z własnej winy wpadają na potwory i morderców.

Trochę szkoda bo DreadOut zaczyna się w całkiem interesujący sposób. Film otwiera scena tajemniczego rytuału i strzelanina z policją Niestety ten wątek jest dosyć szybko porzucony i pojawia się tylko na moment w jednej niezwykle głupiej i przewidywalnej scenie. Dalej jest niezwykle sztampowo bo poznajemy paczkę dennych nastolatków wpisujących się w typowe horrorwe klisze. Podobnie jak bohaterowie film jest przewidywalny i sztampowy do bólu. Momenami czekają nas urozmaicenia, ale są to raczej wpadki niż naprawdę ciekawe pomysły. Wszyscy zachowują się niezwykle głupio, nielogicznie i wiele scen w chwili rozkręcenia się akcji nie ma większego sensu. Nie nazwę tego oryginalnym podejściem do tematu bo w tych momentach całość wywala się kompletnie. Zamiast typowego straszydła z nastolatkami dostajemy coś niezwykle dennego z prawdopodobnie najgorszym zakończeniem w historii adaptacji gier wideo.

DreadOut
Momentami jest spoko.

Zabrakło pomysłu?

DreadOut wywala się przez to, że twórcy chyba nie do końca wiedzieli co chcą z tym filmidłem zrobić. Interesujące otwarcie przemienia się w sztampową pierwszą połowę filmu, która kopiuje wszystkie znane schematy nie dodając nic od siebie. Później na chwilę robi się interesująca zarówno od strony wizualnej jak i fabularnej. Niestety ekipa potyka się o własne nogi i nie wykorzystuje tego co udało im się spłodzić do niczego wartego uwagi. Ciekawy wątek z drugą rzeczywistością i rytuałem staje się zlepkiem głupich momentów, które nie składają się w logiczną całość. Bohaterowie biegają z miejsca na miejsce, pojawiają się i znikają. Tak niestety jest już do końca filmu. Nie ma ani epickiego ani dramatycznego finału. Całość po prostu kończy się bez wyjaśnienia, i ostatnie z czym jesteśmy pozostawieni to niezwykle głupi żart. Muszę przyznać, że to jak kończy się ta produkcja w znaczny sposób wpływa na mój odbiór tego co widziałem. Jest po prostu kiepsko. Zwłaszcza w zestawieniu z naprawdę interesującym zakończeniem pierwszej gry. Dlatego z mojej perspektywy filmowe DreadOut to strata czasu.

Jako fan grozy i ktoś komu do gustu przypadła oryginalna gra muszę zatrzymać się przy jeszcze jednej kwestii. Chodzi o ilość horroru w tym rzekomym straszaku. Otóż nie dość, że nie mamy ani gore ani strasznych momentów to design potworów woła o pomstę do nieba. Interesujące folkowe potwory i duchy zostały zastąpione przez straszaki w stylu zombiaków czy tam deadite z Evil Dead.

DreadOut
Deadite z Indonezji.

Z tego powodu nie dosyć, że nie ma tu nic specjalnie przerażającego to jeszcze design maszkar jest odtwórczy i po prostu nudny.

Adaptacja gry wideo?

Chyba warto poświęcić trochę miejsca temu jak DreadOut wypada jako adaptacja gry komputerowej. Mamy do czynienia z horrorem stworzonym nie jako przeniesienie gry na srebrny ekran, ale coś co zapożycza wybrane elementy materiału źródłowego i tworzy nową historię. Nie jest to najgorszy patent bo najlepsze z filmów bazujących na grach wideo – Fatal Frame i Forbidden Siren tak właśnie robią. Problemem jest w tym wypadku to, że DreadOut brakuje tematycznych powiązań z grą. Poza tytułem nie ma tu prawie nic co sprawia, że film przypomina nam o survival horrorze, który go zainspirował. Mamy tu niestety kolejny przypadek wykorzystania w miarę rozpoznawalnej nazwy po to zainteresować więcej osób swoim produktem. Szkoda bo potencjał DradOut jest olbrzymi. Pomijam już to, że oryginalna gra ma trochę klimatycznych momentów i całkiem znośną fabułę. Chodzi o to, że film nie wykorzystuje największego atutu gry czyli legend, mitów i wierzeń z Indonezji. Ten naprawdę unikatowy aspekt DreadOut zostaje zastąpiony przez horror znany od lat i znacznie gorszą wersję Evil Dead.

Powiązania z gra są minimalne i sprowadzają się do imion postaci, pani w czerwieni, kilku stworków i tego, że telefon wykorzystywany jest jako broń na duchy. Jest kilka dodatkowych drobnostek, ale podobieństwa z grą są bardzo powierzchowne i nie zdziwiłbym się gdyby istniejący już scenariusz na kolanie przerobiono na DreadOut tak by zarobić na trochę bardziej rozpoznawalnej nazwie.

DreadOut
Też chciało mi się spać.

Strata czasu

Nie chcę pisać, że DreadOut to kompletna strata czasu, ale wydaje mi się, że fani gry będą tym czymś mocno zawiedzeni. Miłośnicy kina grozy też nie znajdą tutaj nic ponad kolejny przeciętny straszak, który nie wykorzystuje sporego atutu jakim jest kraj pochodzenia i materiał źródłowy. Można obejrzeć to filmidło, ale ostrzegam, że podobnie jak w przypadku Silent Hill byłem wkurzony zmarnowanym potencjałem leniwej adaptacji. W bardziej utalentowanych rękach ta produkcja mogła być jedną z najlepszych ekranizacji gry wideo w historii. Niestety wyszedł z tego filmik poprawny od strony technicznej, ale w rzeczywistości tak samo skopany jak Twilight Syndrome Death Cruise.

Mogło być znacznie lepiej

DreadOut zawodzi zarówno jako horror jak i adaptacja gry wideo o tym samym tytule. Mimo olbrzymiego potencjału jaki niesie klimatyczny materiał źródłowy, uraczeni zostajemy standardowym straszakiem powielającym schematy znane od lat. Jakby tego było mało całość nie trzyma się kupy i jest tylko zbiorem scenek, które nie układają się w logiczną całość. Można to obejrzeć jeśli nam się nudzi i chcemy sprawdzić przeciętny indonezyjski horror. Niestety w przeciwieństwie do gry na której bazuje DreadOut nie ma tu niczego co sprawi, że ten film zapadnie nam w pamięć na dłużej.