Guinea Pig 5: Android of Notre Dame

Pewne filmy mają tak wypasione tytuły, że po prostu muszę je obejrzeć. Zbitka kilkunastu lub kilkudziesięciu liter, która pobudza moją wyobraźnię to wszystko czego potrzebuję by poświęcić cenne minuty swojego życia na jakiś film. W końcu VelociPastor brzmi zbyt dobrze by odpuścić sobie projekcję. Podobnie jest z piątą częścią serii o krojeniu i katowaniu ludzi. Gdy przeczytałem, że przedostatni film kontrowersyjnej serii nosi tytuł Android z Notre Dame, w głowie miałem wizję konkretnego cyberpunkowego dzieła. Czy Guinea Pig 5: Android of Notre Dame okaże się szaloną mieszanką gore i techno-horroru w japońskim stylu?

Cyberpunk i Frankenstein w jednym

Podobnie jak poprzedni film z serii, piąta część cyklu Guinea Pig odrzuca udawanie, że to co obcerujemy wydarzyło się naprawdę i w filmie nie ma żadnych elementów dokumentu. Zamiast tego dostajemy horror w klimatach science fiction, który tematyką nawiązuje do klasyki literatury takiej jak Frankenstein w sosie japońskiego cyberpunku.

Guinea Pig 5: Android of Notre Dame

Android z Notre Dame opowiada o naukowcu, który stara się ocalić życie swojej śmiertelnie chorej siostry. W pogoni za szczytnym celem mężczyzna decyduje się na nieetyczne eksperymenty i jest gotów przekroczyć wszystkie normy byleby tylko nie utracić siostry.

Całość zaczyna się od monologu starego mężczyzny, który przebywa w ciemnym pomieszczeniu, które najprawdopodobniej jest kościołem lub katedrą. Przynajmniej tak możemy założyć słysząc odgłosy dzwonów kościelnych. Staruszek opowiada o samotności, znaczeniu szczęścia i tym, że ciało nie ma znaczenia. Po chwili zostajemy przeniesieni do głównej historii o naukowcy i schorowanej siostrze. Nasz bohater decyduje się na współpracę z innym naukowcem, który w zmian za kasę obiecuje dostarczać ciała potrzebne do eksperymentów. Reszta filmu to próba stworzenia nowego życia z umarłych ciał za pomocą technologii.

Guinea Pig 5: Android of Notre Dame

Największym problemem Guinea Pig 5: Android of Notre Dame jest zaskakująco powolne tempo. Film trwa mniej niż godzinę a dłuży się niemiłosiernie. To że przez znaczną część czasu nie dzieje się zbyt wiele nie jest zbytnio pomocne. Pierwsze kilkanaście minut produkcji to nudne eksperymenty, które nie są ani szokujące ani straszne. Znak rozpoznawczy całej serii Guinea Pig został tu częściowo zatracony. Normalnie wyciąganie gałki ocznej byłoby czymś szokujących/okropnym/ekscytującym (niepotrzebne skreślić). W wypadku Androida z Notre Dame te momenty są powolne, nudne i wyglądają sztucznie.

Guinea Pig 5: Android of Notre Dame

Zmarnowany potencjał

Fabuła ma potencjał choćby ze względu na to, że cyberpunkowa wersja Frankensteina z Japonii brzmi naprawdę interesująco. Niestety twórcy chyba nie byli przekonani co do tego co chcą zrobić z tym filmem. Ewentualnie za kamerą stał ktoś pozbawiony talentu i w efekcie mamy film nijaki. Momentami ma być filozoficznie, inne sceny to głupie gore, które nie trzyma się kupy.

Całość jest tak naprawdę zlepkiem kilku interesujących pomysłów na sceny i to wszystko. Szkoda bo w kilku momentach miałem wrażenie, że ten film może się udać i na serio dostaniem silną i przejmującą historię o naukowcu, który zatraciła się w celu uratowania swojej siostry. Misji którą robi tylko ze względu na własną obawę przed samotnością i cierpieniem. Niestety ten element produkcji o wyłącznie trzy sceny, które niezbyt łączą się z pozostałymi 50 minutami filmu.

Guinea Pig 5: Android of Notre Dame

Mógłbym napisać coś więcej, ale tak naprawdę jedyne co przychodzi mi do głowy to frustrujące myśli o tym, czym mógł być ten film. Mam wrażenie, że to swego rodzaju znak rozpoznawczy te serii. Prawie każdy z filmów ma w sobie coś. Niestety twórcy skupiają się na czymś innym lub po prostu brakuje im talentu by wyeksponować najlepszy aspekt swojej produkcji.

Niestety…

Guinea Pig 5: Android of Notre Dame to jedna ze słabszych odsłon cyklu. Wynika to z tego, że interesujący pomysł jest zmarnowany przez minimalną ilość fabuły i nudę. Prawie połowa produkcji to jedna ciągnąca się w nieskończoność scena z eksperymentowaniem na zwłokach. Nie jest to jednak ani ciekawe ani specjalnie interesujące. Film rozkręca się odrobinę w drugiej połowie, ale tak naprawdę ostatnie minuty są tym czasem, kiedy dzieje się wszystko co interesujące. Fani gore też nie maja na co liczyć bo pod tym względem jest to najsłabsza część niesławnej serii. Szkoda bo potencjał tej produkcji był całkiem spory. Niestety pozostajemy z kolejnym filmem, gdzie tytuł jest znacznie lepszy od samego obrazu.