Indie Nation: Trup Edition

Ta edycja Indie Games opanowana została przez żywe trupy.  Nie będziemy jednak tylko i wyłącznie straszyć bo zombiaki pojawiają się też w strategiach, grach logicznych a i pewnie jakieś wyścigi się znajdą. Tym razem przetestowane zostały następujące tytuły: Lone Survivor, Atom Zombie Smasher i Dead Block. Każdy fan świeżych mózgów znajdzie tutaj coś dla siebie.

Kiedy słyszę, że jakiś tytuł porównywany jest do Silent Hill to zastanawiam się co to obecnie znaczy. Mam spodziewać się grozy z najwyższej półki czy też pozycji z olbrzymim potencjałem zmarnowanym przez nieumiejętne wykorzystanie go i brak innowacyjności. W każdym razie same napomknięcie o Cichym Wzgórzu przykuwają moją uwagę na tyle by zainteresować się danym tytułem.

Lone Survivor to horror 2D. Wcielamy się w chłopaka, który byt dużo nie pamięta i jest powoli opanowywany przez szaleństwo w świecie gdzie doszło do tragedii. Nie wiemy za dużo i z czasem odkrywamy jedynie skrawki wszystkich wydarzeń. Mamy do czynienia z horrorem psychologicznym i cała zabawa skupia się na psychice naszego bohatera. Wychodzi to tutaj naprawdę świetnie.

Na pierwszy rzut oka Lone Survivor skojarzyć morze się nam z tytułem point n click. Mamy niezbyt duże pomieszczenia, które należy dokładnie badać by zbierać przedmioty. Nie ma tutaj jednak żadnych skomplikowanych zagadek. Zamiast nich pojawiają się wyjątkowo groźni przeciwnicy. Możemy rozprawiać się z nimi za pomocą zdobytego stosunkowo szybko pistoletu lub wymijać ich. Ten drugi sposób wiąże się z rzucaniem mięchem ( nie chodzi o bluźnienie) i chowanie się w wyznaczonych, przyciemnionych punktach. Nie jest to strasznie skomplikowane ale potrafi być emocjonujące. Poza eksplorowaniem, szukaniem wyjścia z budynku i schizami bohatera (poruszanie się między lustrami czy wielkie pulsujące serce w tajemniczym korytarzu to tylko początkowe smaczki) musimy też dbać o zdrowie. Należy się wysypiać (powstaje więc fajna mechanika wracania do bezpiecznych punktów by odpocząć) i odżywiać przedmiotami znalezionymi w otoczeniu. Dodatkowo dochodzi jeszcze motyw z pigułkami, których łykanie zapewnia nam uzupełnienie amunicji czy przedmiotów ale wiąże się z bardzo dziwnymi snami (facet z pudełkiem zamiast głowy).

Wracając do psychiki i straszenia, które są najlepszym elementem gry warto zwrócić uwagę na głównego bohatera. Grając mamy okazję obserwować jak powoli popada w szaleństwo i podważa to co widzi przed oczami. Dodatkowo łykane przez nas pigułki z jednej strony ułatwiają grę ale wiążą się także z tym jakie zakończenie otrzymamy. To skupienie się na bohaterze i tym co się z nim dzieje jest naprawdę odświeżające.

Połową sukcesu tej produkcji jest nastrój zbudowany przez między innymi oprawę audiowizualną. Grafika przypominająca produkcje 16bitowe sprawdza się tutaj naprawdę dobrze. Postacie wyglądają jak dziwne sklejki pikseli ale to tylko dodaje wszystkiemu tajemniczości i podkreśla chory klimat całej produkcji.

Nie chcę niszczyć nikomu frajdy z odkrywania postaci i fabuły przedstawionych w Lone Survivor. Powiem tylko, że mi to co nam zaoferowano spodobało się bardzo ale to bardzo. Współgra to niezmiernie z produkcją indie i nie wiem czy udałoby się osiągnąć podobny efekt w wysokobudżetowej produkcji. Mechanika może nie jest najbardziej dopracowana i potrafią się pojawić pewne błędy, których nie powinno być. Walka nie jest najlepiej zrobiona ale jestem w stanie przymknąć na to oko.

Otrzymaliśmy naprawdę zgrabny horror psychologiczny. Nie jest to co prawda najwyższa półka straszenia ale dostarczony nam przez twórców surrealizm sprawia, że Lone Survivor to jeden z lepszych straszaków wydanych w ostatnich miesiącach. No i uczy on nas by nie łykać podejrzanych pigułek i odpowiednio się odżywiać.

Atom Zombie Smasher to odjechana gierka strategiczna. Dowodzimy w niej bandą żołnierzy ratujących cywili i rozwalających żywe trupy. Wszystko dzieje się strasznie strasznie szybko i jest strasznie fajnie. Mamy do czynienia z naprawdę świeżym rozwiązaniem w gatunku RTS, gdzie zamiast anihilacji wroga naszym celem jest ochrona cywilów.

Gra polega na tym, że mamy jakieś obszar miasta podzielony na dzielnice, które są powoli opanowywane przez niekończących się nieumarłych. Wybieramy miejsce, w które chcemy ruszyć z misją ratunkową. Nasze podstawowe zadanie to uratować za pomocą helikoptera ratunkowego więcej ludzi niż zostanie przemienionych. Nie jest to łatwe zadanie przy ciągle napierających trupach i czasie jaki potrzebuje nasz środek lokomocji na transport do bezpiecznej strefy.

Dlatego też w nasze ręce oddane są jednostki bojowe jak snajperzy, komandosi czy moździerz, które to mają spowalniać i eliminować wrogów tak by dać niewinnym ludziom czas na ucieczkę.

W grze mamy także wątek ulepszenia naszych jednostek. Te używane w akcji zdobywać będą punkty doświadczenia co umożliwi im awansowanie i posiadanie lepszych umiejętności. Jeśli tylko zechcemy nasz helikopter będzie szybszy a moździerz będzie miał lepszy czas przeładowania. Pojawia się także mechanika badań naukowych. Specjalne jednostki naukowców, których można ratować na mapach pozwalają nam zdobyć nowy, bajerancki sprzęt. Mistrzostwem są bomby lamy, które po prostu niszczą naraz kilka dzielnic rozwiązując problem żywych trupów raz na zawsze. Niestety nie pozostanie tam nawet kamień na kamieniu.

Ciekawym pomysłem jest to, że pojedyncze misje na obszarach nie decydują bezpośrednio o naszym sukcesie. Zwycięstwo zapewnia długofalowe utrzymanie się przed trupami. Klęska w pojedynczej misji nie oznacza końca gry a jedynie zmianę na ogólnej mapie gdzie nasze tereny zostaną przejęte przez zombie. Uratowanie na mapie odpowiedniej ilości ludzi to tak naprawdę tylko połowiczny sukces. Jeśli uda nam się wykończyć żywe trupy w dzień ( w nocy jest ich znacznie więcej) nim zdążą się rozpanoszyć w danej dzielnicy to czasowo rozwiązujemy nasz problem.

Graficznie jest dość archaicznie. Wystarczy powiedzieć, że ludzie i potwory reprezentowane są przez różnokolorowe kropki a obszar oglądany z który równie dobrze jak miastem mógłby być pudełkiem po butach. Wszystko jest strasznie uproszczone i śmiało można powiedzieć, że twórcy zdecydowali się porzucić grafikę na rzecz grywalności. Łatwiej przecież zrobić grę gdzie jest paręset kropek niż dokładnych modeli.

Najciekawszym elementem tej gry jest możliwość dostosowania rozgrywki do naszych potrzeb. Zasady możemy ustawić sobie samemu decydując o poziomie trudności, liczbie dostępnych jednostek i innych tego typu sprawach. Wisienką na torcie są w tym wypadku stworzone przez graczy mody, dostępne do pobrania z samej gry.

Z pozoru prosta i biedna graficznie gra potrafi wciągnąć na długie godziny i zawiera w sobie olbrzymie pokłady miodności. Atom Zombie Smasher to jedna z moich ulubionych gier indie i szczerze ją polecam każdemu graczowi.

Ostatnią omawianą tym razem grą jest Dead Block. Trzecioosobowy tower defense z zombiakami i klimatem lat 50. zapowiada się naprawdę interesująco. Jednak czy ta konwencja sprawdza się w praniu?

Świat został opanowany przez powstałych z grobów (szok), którzy uwielbiają Rock ‚n’ Roll bardziej niż mózgi. My wcielamy się w trzy postacie – harcerza, budowniczego i policjantkę, którzy bardzo chcą dożyć poranku i odeprzeć zagrożenie. Fabuły w tej pozycji nie ma żadnej ale nie jest to wielkim problemem. Przynajmniej nie trzeba przejmować się pomijaniem jakiś filmików czy durnych scenek.

Podstawowe założenie zabawy jest dość proste : my jesteśmy w budynku a trupy na zewnątrz i nie chcemy ich wpuścić do środka. Bronimy się przed złymi za pomocą barykad i różnego rodzaju pułapek montowanych w oknach i framugach drzwi.

Zwycięstwo na danej mapie zapewnia nam zebranie trzech instrumentów i zagranie solówki na gitarze. Powoduje to, że za każdym razem musimy rozwalić kilkadziesiąt szafek i innych klamotów po czym je przeszukiwać. To nawet nie brzmi interesująco na papierze. W praniu jest znacznie gorzej. Pełno pokoi wypełnionych przedmiotami, które wpierw trzeba zniszczyć klepiąc jeden przycisk a potem bawić się w 1 z 3 minigierek odpowiadających za przeszukiwanie. Najgorsze jest to, ze trzeba sprawdzać dokładnie wszystko bo taka gitara elektryczna skrywać się może w puszcze czy butelce. Zabiera to strasznie dużo czasu. Aby nie było zbyt łatwo ciągle napierają na nas zombiaki. Postacie, którymi przyjdzie nam sterować nieznacznie się od siebie różnią. Młody chłopaczek szybciej szuka a policjantka jest lepsza w walce i może korzystać z pistoletu. Są jeszcze pseudo ulepszenia, które znajdujemy w określonych przez twórców poziomach.

Dead Block ma jedną arcypoważną wadę gra jest na dłuższą metę nudna i strasznie szybko towarzyszy nam wrażenie monotonii. Mniej więcej po drugim poziomie zobaczymy prawie wszystko co w ta gra ma nam do zaoferowania. Potem przez kolejne kilka map mamy robić dokładnie to samo. Jedynie tryb współpracy jakoś ratuję zabawę, ale też szybko się znudzi.

Graficznie jest jak przystało na indyka – średnio. Niestety 3d w tego typu grach nigdy nie powala i nie ma artyzmu dwuwymiarowych produkcji jak Braid czy Limbo. PS2 spokojnie wytrzymałoby taj jakości grafikę. Sytuację trochę ratuje stylistyka gdzie proste modele postaci pasują jak ulał. O dźwiękach nie ma specjalnie co mówić bo poza kawałkiem z menu głównego, który pojawia się jeszcze po zakończeniu każdej misji nic nie pamiętam.

Dead Block to całkiem fajny pomysł, który niestety nie jest udaną grą. Przez pierwsze chwile koncepcja wydaje się naprawdę interesująca. Na dłuższą metę jednak jest strasznie nudno co w moim odczuciu dyskwalifikuje tą produkcję. Gdyby całą zabawę bardziej urozmaicono jakimiś innymi elementami gameplayu lub chociaż rozbudowano to co jest. Niestety to jednej z tych przypadków gdy ciekawy pomysł nie nadaje się na to by zbudować z niego całą grę.

To byłoby na tyle. Dwie naprawdę fajne gry z udziałem żywych trupów, które pojawiły się na komputery osobiste (Lone Survivor i Atom Zombie Smasher) mogę śmiało polecić. Dead Block dostępny także na konsolach to tytuł, do którego nie jestem w pełni przekonany. Ciekawe jakie zakątki gier indie zbadamy następnym razem. Pomysły?