Japońskie Widmo nad Innsmouth

Kiedy słyszymy o mitologi cthulhu i twórczości inspirowanej H.P. Lovecraftem to zazwyczaj nie będziemy myśleć o Japonii. W końcu czemu mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni mieliby być zainteresowani twórczością jakiegoś rasisty ze Stanów Zjednoczonych? Prawda jest jednak taka, że twórczość ojca kosmicznego horroru podbiła serca fanów grozy i science fiction na całym świecie. Twórczość Samotnika z Providence cieszy się sporą popularnością w Japonii i inspiruje twórców do dnia dzisiejszego. Od przeróżnych serii anime po filmy kinowe aż do gier wideo, Lovecraft przyczynił się do powstania wielu świetnych rzeczy. Ciekawe czy opowieści o potworach od eonów zanurzonych w głębiach oceanów są tak samo interpretowane w Japonii jak i na Zachodzie? Odpowiedź na to pytanie może dać nam telewizyjna adaptacja jednego z najsłynniejszych opowiadań Lovecrafta – Widmo nad Innsmouth.

Film od fanów dla fanów

W 1992 roku w japońscy telewidzowie mieli okazję zobaczyć Innsmouth wo OouKage, czyli adaptację opowiadania Widmo nad Innsmouth. Za produkcja stoją dwaj wielcy fani twórczości Lovecrafta – scenarzysta i reżyser Chiaki J. Konaka a także aktor Shiro Sano. Konaka to dosyć znana osoba w kręgach fanów HPL choćby ze względu na umieszczanie elementów mitologii cthulhu w seriach anime takich jak Digimon. Dlatego możemy być pewni, że Innsmouth wo OouKage nie jest jakimś wypadkiem losu, tylko tworem osób zafascynowanych tematyką. Dzięki temu film ten jest interesującym i dosyć oryginalnym spojrzeniem na historię, która zainspirowała tak wiele gier i filmów.

Widmo nad Innsmouth
Wszystkie ważne miasta twórczości Lovecrafta w jednym miejscu.

Innsmouth jest w Japoni

Bohaterem filmu jest fotograf, który chce zbadać sprawę dziwnych deformacji. Dochodzenie prowadzi go w kierunku nadmorskiego miasta Innsmouth. Bo drodze nasz bohater słyszy przestrogi na temat miejsca do którego się udaje a także spotyka młodą dziewczynę, która podwozi go do celu.

Już od pierwszych chwil w Innsmouth coś jest nie tak. Mieszkańcy zachowują się bardzo dziwnie i fotograf jest mocno zaniepokojony tym co się dzieje. Po nieudanej próbie zjedzenia obiadu przychodzi pora na nocleg w pobliskim hotelu. W nocy nasz bohater jest męczony przez dziwne sny z dzieciństwa, gdzie przechadza się po plaży z jakaś kobietą w kimono. Następnego dnia fotograf spotyka kobietę, która przypomina postać z jego snów.

Widmo nad Innsmouth
Widmo nad Innsmouth

Później mężczyzna trafia do lokalnego muzeum folkloru, gdzie rozmawia przez chwilę z kuratorem. Okazuje się, że kurator niedawno powrócił do rodzinnych stron i większość życia spędził w Tokio podobnie jak nasz bohater. Panowie rozgadują się na temat fotografii wykonanych przez znanego fotografa o imieniu Iemon. Na koniec bohater dowiaduje się, że kobieta którą spotkał jest wdową.

Tajemnicza wdowa zaprasza fotografa do siebie do domu na szklankę wody. Odziana w yukatę kobieta ostrzega bohatera przed lokalną, zanieczyszczoną wodą i poleca picie pobliskiej, górskiej, źródlanej wody. To rozpala faceta i para zaczyna się obściskiwać do momentu aż kobieta nie rani fotografa dziwacznym pierścionkiem. Okazuje się, że wdowa również jest przybyszem do Innsmouth.

Po powrocie do hotelu bohater zauważa, ze ktoś ukradł jego filmy do aparatu. Policja jednak kompletnie nie jest pomocna. Zamiast odnalezienia sprawcy, policjant czepia się fotografa i zaczyna go oskarżać twierdząc, że bez dokumentów jest nikim, nie istnieje.

Po nieudanej wizycie na posterunku policji, nasz bohater jest świadkiem dziwnego rytuału odprawianego na plaży. Reporter zszokowany widokami wraca do kuratora muzeum po to by dowiedzieć się na temat Dagona i kultu jaki jest aktywny w Innsmouth. Następnego dnia nasz bohater spędza trochę czasu ze swoją hip-hopową znajomą, która go podwiozła. Dziewczyna ma styl – ogrodniczki, czapka do tyłu i sporych rozmiarów saszetka.

Nocna zabawa z wdową zostaje przerwana przez grupę podglądaczy. Przybysz do Innsmouth wdaje się w popychankę z jednym z nich. Spór kończy się zabójstwem dziwnego mieszkańca wioski. Nasz bohater jest jednak niczym w jakimś transie i zaczyna znęcać się nad zwłokami co zostaje zaobserwowane przez hip-hopową dziewczynę.

Fotograf wraca do hotelu i nachodzą go wizje przeszłości, gdy jako dziecko przechadzał się po plaży z tajemniczą kobietą. Sekwencja ta zostaje jednak przerwana przez atak mieszkańców miasteczka. Mamy więc serię scen przedstawiających bardzo powolny pościg, gdzie ludzie w maskach za 5 złotych powolnie idą za naszym bohaterem. W książkowym pierwowzorze te wydarzenia były znacznie bardziej emocjonujące.

Oblicze grozy.

Szybko okazuje się, że żadnego pościgu nie było i ludzie-ryby z Innsmouth po prostu przechodzą obok naszego bohatera jakby nigdy nic. Fotograf udaje się do biblioteki po to by w końcu poznać prawdę o sobie. Okazuje się, że podglądać, którego nasz bohater zabił to jego własny ojciec, a wdowa z którą próbował się przespać jest jego matką. Mężczyzna w to nie wierzy, ale okazuje się, że wcześniej wymyślił historyjkę o swojej rodzinie by radzić sobie z dziwnymi wydarzeniami z dzieciństwa. Jakby szokujących zdarzeń było nam mało to ojciec wraca do życia jako potwór a hip-hopowa dziewczyna jest porwana przez mieszkańców miasteczka.

Końcówka filmu jest naprawdę dziwna bo mamy kuratora czytającego Necronomicon, ojca bohatera, który jako potwór zawędrował wo wody by tam żyć razem z przedwiecznymi. Nasz fotograf powraca natomiast do Tokio po to by dostarczyć zdjęcia i artykuł zatytułowany Widmo nad Innsmouth. Ci ciekawe z jakiegoś powodu nasz bohater podpisuje się pod tekstem jako Lovecraft (dosłowne tłumaczenie nazwiska w japońskiej wersji). Fotograf wraz z hip-hopową dziewczyną noszącą pierścionek mamy bohatera wraca do Innsmouth.

Luźna adaptacja

Mamy więc do czynienia z produkcją jedynie luźnie powiązaną z książkowym pierwowzorem. W obu wersjach mamy motyw bohatera trafiającego do miejsca, które okazuje się jego zapomnianym domem. Domem, który skrywa straszny sekret na temat tożsamości bohatera. Do tego kilka scen przypomina te z opowiadania Widomo nad Innsmouth. Jednak większość filmu to swego rodzaju wariacja na temat oryginalnych wątków a także spora dawka nowych pomysłów. Sporo zakręconych momentów i odrobina symboliki sprawiają, że japońska wersja Innsmouth jest znacznie dziwniejsza od tej, która wyszła spod pióra Lovecrafta.

Widmo nad Innsmouth
Wszystkie sekrety wyjdą na jaw.

Najlepszym przykładem tych dziwnych pomysłów jest watek praktycznie wprost z Edypa. Fotograf zabija swojego ojca i o mało co nie śpi ze swoją matką. Jednak jakim cudem matka bohatera wygląda tak samo jak we wspomnieniach z dzieciństwa. Czy jest ona jakimś widmem czy wytworem wyobraźni człowieka, który wariuje? Może mężczyzna po prostu spotkał kobietę podobną do swojej matki lub jego pamięć płata mu figle? Nie jestem przekonany czy mamy interpretować wszystko co widzimy dosłownie, czy też może należy skupić się na symbolice pewnych momentów. W każdym razie ten element to tylko jedna z wielu kwestii sprawiających, że japońska adaptacja klasyka Lovecrafta jest tak interesująca.

Unikatowe elementy

Widmo nad Innsmouth w japońskiej wersji wyróżnia się spośród innych adaptacji w kilku kwestiach. Pierwszą, niezwykle oczywista jest budżet. Mamy do czynienia z filmem telewizyjnym, który nie kosztował zbyt wiele. Scen grozy nie ma tutaj praktycznie wcale. Potworne wersje mieszkańców są raczej komiczne, a najlepszy make up pojawia się tylko na okładce VHS. Drugim elementem rzucającym się w oczy jest to jak bardzo ten film jedzie latami 90. Strój głównego bohatera wraz z nieodłączną saszetką na pasku po prostu rozwala. Podobnie jest z innymi postaciami, które z dzisiejszej perspektywy wyglądają komicznie. Oczywiście trudno winić twórców za to, że współczesny gust znacząco różni się od tego sprzed 30 lat. Jednak pewne elementy kostiumów postać bardzo rzucają się w oczy i trochę rujnują nastrój historii. Trzecią rzeczą jest klimat. Osadzenie akcji w japońskiej wiosce rybackiej sprawia, że Widmo nad Innsmouth w tej wersji drastycznie różni się od naszych wyobrażeń po przeczytaniu noweli. Dobrym przykładem tego jest pokój hotelowy, który w tej wersji nie może dawać bohaterowi poczucia bezpieczeństwa. Cieniutkie papierowe drzwi nie będą w stanie powstrzymać potworów nawet na kilka sekund. Z tego powodu słynna scena ucieczki jest tutaj inna niż w oryginale.

Zarys fabuły pozostaje ten sam. Bohater trafia do wioski rybackiej, gdzie odprawiane są tajemnicze rytuały zapewniające ludziom bogactwo. Miejsce ma okropną historię a jego mieszkańcy nie są do końca ludźmi. Okazuje się, że bohater jest nierozłącznie związany z tym miejscem. Jednak mam wrażenie, że ta wersja odstaje od oryginału tematyką. Widmo nad Innsmouth jest opowieścią o powrocie do domu i bolesnej realizacji, że pewnych rzeczy nie możemy zmienić i jesteśmy tym, kim jesteśmy bez znaczenia czy nam się to podoba czy nie.

Inne podejście do historii

Nowela jest jedną z historii, gdzie Lovecraft boryka się ze swoim strachem przed popadnięciem w szaleństwo. W końcu oboje rodziców autora zakończyło swoje życie jako pacjenci szpitala psychiatrycznego. Oczywistym jest więc, że sam Howard obawiał się ciążącej nad nim „klątwy”.

Filmowa wersja zdaje się podążać w innym kierunku. Nie ma tu tak wyeksponowanego elementu tragedii związanej z przeszłością. Nasz bohater raczej po prostu zapomniał skąd się wywodzi i musiał sobie o tym przypomnieć. Reporter praktycznie od razu zostaje zaakceptowany przez mieszkańców i szybko radzi sobie z szokująca informacja na temat swojej tożsamości. Z tego powodu mam wrażenie, ze motyw klątwy zostaje zastąpiony przez wątek powrotu do domu po to by uzmysłowić sobie kim jesteśmy i skąd się wywodzimy.

Widmo nad Innsmouth
Człowiek-ryba w wodzie sobie pływa.

Jest to o tyle ciekawe, że Japonia to jeden z wielu krajów, gdzie małe miasteczka i wioski wymierają. Młodzi ludzie migrują do miast, gdzie budują nowa tożsamość, żyją w innej kulturze i w praktyce staja się innymi osobami. Większość osób nigdy nie powraca do domu i opustoszałe miejsca wymierają wraz ze swoimi tradycjami i rytuałami. W końcu starsze pokolenie, które pozostaje nie jest wieczne i nie ma komu przekazać lokalnych obrzędów i zachowań. Mamy więc dwa powiązane ze sobą zjawiska, które są w pewien sposób eksponowane w filmie.

Nie chce dorabiać do tego wielkiej filozofii, ale wspomniany w powyższym akapicie temat jest czymś naprawdę interesującym, co ma spory wpływ na kształtowanie się społeczeństwa. Sprawia to, że ta wersja Widma nad Innsmouth ma dla mnie inny wydźwięk niż oryginał i reszta adaptacji noweli. Dla mnie jest to olbrzymi atut Innsmouth wo OouKage.

Pozytywne zaskoczenie

Musze przyznać, że zostałem dosyć pozytywnie zaskoczony przez Innsmouth wo OouKage. Spodziewałem się taniej i byle jakiej adaptacji Lovecrafta. Otrzymałem coś dziwnego, ale niezwykle interesującego. Mamy tu naprawdę oryginalne podejście do tematu, które może nie powala jako horror, ale zdecydowanie wyróżnia się z całej masy innych wersji Widma nad Innsmouth. Z tego powodu nie żałuję czasu poświęconego an wytropienie tego filmu i mordowanie się z tłumaczeniem go. Innym zainteresowanym polecam wyszukanie Innsmouth wo OouKage, chociaż jest to produkcja niezwykle trudna do zdobycia.

PS. Innsmouth wo OouKage pojawia się od czasu do czasu na festiwalach twórczości H.P. Lovecrafta i można wtedy obejrzeć ten film z napisami stworzonymi przez twórców filmu. Z tego powodu jest to najprawdopodobniej najlepsza opcja obejrzenia Innsmouth wo OouKage.

A co Ty o tym sądzisz?