Ju-On: The Grudge Haunted House Simulator

Na przestrzeni lat pojawiło się całkiem sporo gier adaptujących  kultowe horrory. Wiele ikon gatunku doczekało się własnych tytułów  i produkcji, gdzie odgrywają główną rolę.Tyczy się to głównie zachodnich straszaków bo lista potworów z Japonii nie jest tak długa. Mamy co prawda masę stworów z folkloru i legend, ale tylko kilka z nich przedarło się do masowej świadomości na tyle by doczekać się własnej gry. Wśród wybrańców znajduje się duet Kayako i Toshio z kultowego cyklu Ju-On. Tylko czy Ju-On: The Grudge Haunted House Simulator to coś więcej niż miauczący dzieciak i bekająca kobieta?

Opisywany tytuł wydany został z okazji dekady istnienia serii. W projekt zaangażowany był twórca Ju-On – Takashi Shimizu, więc powinniśmy oczekiwać czegoś równie dobrego co filmy z serii o tajemniczej klątwie.

Ju-On na Wii zaczyna się od stosunkowo krótkiej, ale klimatycznej sekwencji FMV przedstawiającej kogoś wchodzącego do przeklętego domu. Odrobina chaotycznych ujęć i widzimy Kayako. Jest klimat i ta migawka wypada naprawdę dobrze. Szkoda, że to prawdopodobnie najlepszy element całej gry.

Klątwa atakuje

Fabuła jest tutaj prosta jak budowa cepa. Kolejna nieszczęśliwa rodzinka wprowadziła się do nawiedzonego domu. Kontakt z tym miejscem lub osobą która miała z nim kontakt oznacza śmierć. Mamy więc pięć epizodów przygody poszczególnych członków pechowej rodziny. Ktoś trafia do opuszczonej fabryki, kto inny trafia do szpitala i tak dalej. Mamy cztery typowe straszakowe lokacje plus dom z filmu. Każdy kto zna cykl Ju-On dokładnie wie co stanie się z bohaterami. Niestety nie ma tutaj zbyt wiele historii samych bohaterów ani też nie dowiadujemy się prawie nic o samej tytułowej klątwie.Historyjki są utrzymane w klimacie filmów, czyli krótkich scenariuszy, które są ze sobą bardzo luźno powiązane. Osoba bez wiedzy na temat Ju-On nie będzie wiedziała za bardzo o co chodzi i dlaczego postacie są ganiane przez kobietę i dziecko pomalowane na biało.

Ju-On: The Grudge Haunted House Simulator
Włosy to znak rozpoznawczy azjatyckich horrorów.

Kiedy rozpoczynamy naszą przygodę musimy wybrać swoją płeć i znak zodiaku. Ten zbędny dodatek ma na niby wpłynąć na nasze doświadczenia podczas gry. Niestety wpływ znaku zodiaku ogranicza się tylko do jednego zdania w podsumowaniu każdego epizodu.  Wspominam o tym głownie ze względu na to, że sam pomysł na grę dostosowującą straszenie do specyfiki gracza wydaje się naprawdę fajnym pomysłem. Niestety Ju-On: The Grudge Haunted House Simulator tylko na niby wykorzystuje ten patent.

Symulator chodzenia

Sama rozgrywka jest banalnie prosta. Chodzimy po stosunkowo małych lokacjach i szukamy kolejnych kluczy by otwierać drzwi. Od czasu do czasu musimy pomachać wiilotem w sekcjach uciekania przed potworami. Zabawa sprowadza się do tego co robimy w typowym symulatorze chodzenia z dodatkiem szybkich i prostych strachów. Nie brzmi to zbyt oryginalnie ani nie jest jakieś porywające. Jednak takie rozwiązanie mogłoby się sprawdzić.

Niestety kiepskie sterowanie utrudnia grę. Wynika to z tego, że poruszamy się do przodu za pomocą triggera B. Machamy wiilotem, który służy nam za latarkę by wybrać kierunek, w którym poruszać się bezie nasza postać. Nie sprawdza się to zbyt dobrze bo brakuje tu precyzji ruchów  a samo skręcanie jest po prostu uporczywe.

Kayako w całej okazałości.

Słabe sterowanie w gruncie rzeczy przekreśla ten tytuł. Nie chodzi nawet o to, że czasem trzeba z nim walczyć by nasza postać ruszyła się w odpowiednim kierunku. Zwalone sterowanie prowadzi po prostu do tego, że cała gra przybiera bardziej charakter nieprzyjemnego obowiązku. Każdy element wykonano tutaj po łebkach i nie ma tutaj niczego co zasługiwało by na pochwałę. Ze zlepku słabych i wkurzających elementów nie da się ulepić nic godnego naszej uwagi.

Test odwagi?

Całkiem ciekawym patentem jest tryb Test of Courage. Ponownie przechodzimy te same mapy i rozgrywka nie zmienia się praktycznie wcale. Jedyną nowością jest to, że inna osoba mająca w dłoni kontroler może wysyłać nam na ekran dodatkowe strachy. Mamy więc do czynienia z wczesną wersją patentu jakim jest integracja Twitch podczas streamowania, gdzie widzowie mogą wpłynąć na rozrywkę. Uważam to za genialne rozwiązanie, które może prowadzić do powstania wyśmienitego horroru. Niestety realizacja tutaj jest niezwykle kiepska. Wpływ drugiego gracza ogranicza się do klepania przycisku po czym na ekranie pojawia się jakiś robak czy błyska twarz ducha. Brakuje czegoś co mogłoby bardziej wpłynąć na grę i na serio wystraszyć osobę uciekającą przed Kayako.

Tylko dla fanów filmu

Wydaje mi się, że na Haunted House Simulator można spojrzeć na dwa różne sposoby. Pierwszym będzie ocenienie tej produkcji jako kolejnej gry wideo. Tutaj tytuł wywala się na twarz i jest bardzo słabo. Mamy niezwykle krótki symulator powolnego chodzenia z kiepskim sterowaniem. Każda z pięciu sekwencji to odrobina strachu na zasadzie wyskakiwania rzeczy przed naszą twarzą. Fabuła praktycznie nie istnieje i zostajemy pozostawieni ze słabym doświadczeniem, na które szkoda naszego czasu.

Toshio robi swoje.

Odrobinę inną perspektywę może dać nam potraktowanie tego tytułu jako kolejnej odrobiny uniwersum Ju-On. Jeśli potraktujemy tytuł dosłownie i będziemy jedynie oczekiwać symulatora nawiedzonego domu w klimatach The Grudge, to nie jest tak źle. Pięć epizodów spełnia swoje zadanie  i co kilka minut zobaczymy Toshio i Kayako. Do tego to co widzimy wpisuje się w kolejne historyjki w klimacie Ju-On, gdzie kolejne ofiary giną przez to, że miały kontakt z apokaliptyczną klątwą. Dodatkowo sam pomysł na grę nie jest zły i kilka rzeczy, które tu widzimy mogłyby dobrze wypaść w innej, bardziej dopracowanej produkcji. Wszystko to sprawia, że kilka elementów Ju-On: The Grudge Haunted House Simulator może przypaść komuś do gustu. Jest to jednak zdecydowanie zbyt mało by wyrażać się o tej grze pozytywnie. Drobina interesujących pomysłów i całkiem udane utrzymanie historii w uniwersum to za mało by potraktować ten tytuł jako coś więcej niż niewypał.

Wygląda jak film

Oprawa audiowizualna stoi tutaj na standardowym poziomie Wii. Mamy grafikę rodem z PlayStation 2 z kiepskimi teksturami na czele. Same lokacje nie są złe, ale to głownie zasługa wszechobecnego mroku, który sprawia, że nie widzimy zbyt wiele. Odgłosy Kayako wypadają dobrze i sprawiają, że będą nam chodziły ciarki po plecach. Podobnie jest z miauczeniem Toshio. Wydaje mi się, że doznania audio można by bardziej dopakować tak by gra była jeszcze straszniejsza. Kilka razy usłyszymy coś z głośniczka wbudowanego w wiilocie, ale to jednak trochę zbyt mało.

Szkoda

Muszę przyznać, że moje pierwsze wrażenia obcowania z tą produkcją nie były takie złe. Odrobinę frustrujące sterowanie dałoby się przeboleć bo pierwsze minuty gry pokazują potencjał. Niestety szybko okazuje się, że proste straszenie to wszystko co ten tytuł ma nam do zaoferowania. Sporadycznie pojawiają się lepsze momenty, ale i tak jest ich za mało nawet jak na grę, którą można spokojnie ukończyć w trochę ponad dwie godziny.  Niestety wady zdecydowanie przewyższają potencjał i atuty tej produkcji. Dlatego musiałem odejść od tego tytułu zawiedziony i lekko zasmucony.

Wieczny gniew

Ju-On: The Grudge Haunted House Simulator jest kiepską grą, która może „pochwalić się” okropnym sterowaniem, zerową rozgrywką i długością na poziomie filmu z serii Ju-On. Innymi słowy nie polecam tej produkcji praktycznie nikomu. Najwięksi fani uniwersum Kayako i Toshio mogą ucieszyć się z kolejnej historii z udziałem ich ulubionych duchów, ale to też nie jest zbyt wiele. Szkoda bo sam pomysł  Haunted House Simulator jest naprawdę ciekawy i w odpowiednich rękach mógłby przerodzić się w klimatyczny straszak.