Lot 7500

Samoloty wydają się naturalnym miejscem dla horrorów. W końcu są to niezwykle straszne rzeczy, które przerażają na kilku płaszczyznach. Po pierwsze mówimy o kawałku metalu, który w magiczny sposób przenosi ludzi wysoko nad ziemią. To cudo techniki jest znacznie straszniejsze jeśli pomyślimy o tym, że jedna niedokręcona śrubka może oznaczać okropną śmierć kilkudziesięciu lub nawet kilkuset osób. Dalej mamy to co dzieje się na pokładzie samolotu podczas lotu. Niewygodne siedzenia, okropne żarcie, śmierdzący, pierdzący pasażerowie to tylko wierzchołek góry lodowej koszmaru. Dorzućmy do tego jakieś duchy, węże albo podejrzenie, że osoba siedząca obok nas jest terrorystą i mamy prawdziwego straszaka. Dlatego dziwi mnie to, że tak niewiele dobrych horrorów korzysta z patentu jakim jest samolot. Czy film Lot 7500 udowodni, że da się zrobić straszny film rozgrywający się tylko i wyłącznie na pokładzie samolotu?

Z USA do Japonii

Lot 7500 opowiada o grupie podróżników lecących z Los Angeles do Tokio. Bohaterami jest grupka ludzi którzy znaleźli się na pokładzie w tym samym czasie. Wszystko przebiega dosyć dobrze do momentu niespodziewanej turbulencji w wyniku której umiera jeden z pasażerów. Po tym zdarzeniu zaczyna dochodzić do coraz dziwniejszych zdarzeń. Czy na pokładzie samolotu znajduje się coś co chce zabić naszych bohaterów? Co stoi za tajemniczymi zjawiskami i czy komukolwiek uda się przetrwać ten lot?

Muszę przyznać, że pomysł na ten film wydaje się ciekawy. Niespodziewana śmierć podczas lotu musi być niezwykle stresująca dla pozostałych pasażerów. Dlatego pozornie nieznaczące wydarzenia mogą nagle wydawać się podejrzane. Niestety Lot 7500 nie wykorzystuje tego w jakiś ciekawy sposób i zamiast wciągającej historii mamy pokaz tego co dobrze znamy z innych horrorów.

Lot 7500

Wszystkiego po trochu

Mam problem ze straszakami, gdzie stara się naraz wepchnąć zbyt wiele motywów i pomysłów. Wynika to z tego, że połączenie różnych typów potworów, mitów czy klątw wymaga talentu. W większości wypadków twórcy nie posiadają odpowiednich umiejętności i wszystkie elementy źle ze sobą współgrają. Tak jest na przykład w Until Dawn, gdzie wymieszanie trzech odrębnych historyjek grozy daje efekt niespójnej i frustrującej, naciąganej fabuły. Niestety podobnie jest w przypadku tej produkcji. Lot 7500 stawia na to, że praktycznie naraz dzieje się wiele dziwnych rzeczy. To nie wychodzi dobrze bo albo mamy do czynienia z najbardziej opętanym samolotem, albo cześć strachów to zmyłki. Z tego powodu szybko i łatwo można się domyśleć rodzaju „ zaskakującego” zakończenia jakie zobaczymy. Niestety to się nie sprawdza i jako widz zostajemy pozostawieni z serią scenek, które teoretycznie powinny jeżyć włos na głowie, ale w rzeczywistości są tylko formalnością.

Gorsza Strefa Mroku

Druga warta odnotowania kwestią jest fakt, że Lot 7500 to odcinek Strefy Mroku rozciągnięty do niecałych 80 minut. Film nie jest zbyt długi, ale i tak sprawia wrażenie czegoś co powinno trwać maksymalnie 30 minut. Wynika to z tego, że przez pierwszą połowę filmu praktycznie nic się nie dzieje i tracimy czas na poznanie grupki bohaterów. Z każdym spędzamy kilka chwil tylko po to by nakreślić jeden element z ich życia. Mamy pilota, który zdradza swoja żonę ze stewardessą, kolesia, który jest dziadem, wytatuowaną, metalową dziewczynę itp. Później zaczyna się akcja, ale tak naprawdę nie dzieje się zbyt wiele bo jesteśmy w fazie budowania napięcia. Na koniec oglądamy napisy końcowe i najgłupsze 2 minuty zakończenia z jakimi się spotkałem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że film ma czelność bezpośrednio nawiązać do Strefy Mroku i legendarnego odcinka o gremlinie na skrzydle samolotu. Jedna ze strasznych sekwencji odbywa się podczas oglądania serialu przez głównego bohatera filmu. Ktoś myślał, że jest sprytny i pomysłowy, ale w tym wypadku efekt tej sceny jest odwrotny. W tym momencie zdajemy sobie sprawę, że Lot 7500 to strata czasu. Może brzmi to przesadnie krytycznie, ale na serio mamy tu treści zaledwie na jeden odcinek programu takiego jak Twilight Zone i przypominanie nam o tym fakcie jest niewybaczalnym błędem.

Lot 7500

Może gdyby całość była straszniejsza lub oferowała nam ciekawa tajemnicę, wtedy dałoby się usprawiedliwić ten film? Niestety w obecnym stanie rzeczy jest co najwyżej przeciętnie. Ja ośmielę się nawet napisać, że Lot 7500 jest zaskakująco słaby. Zwłaszcza w zestawieniu z arcydziełem za które odpowiada Takashi Shimizu. Ju-On to majstersztyk jeśli chodzi o budowę klimatu i oryginalny pomysł na fabułę. Ten film to powielanie utartych schematów i odtwórczy straszak. Nawet jeśli pomniemy kto za ten film odpowiada to pozostajemy ze sztampowym i niezbyt oryginalnym filmem, który pasuje bardziej jako telewizyjny film na kanale rodzaju Halmark niż horror z prawdziwego zdarzenia.

Prawdziwa historia?

Najstraszniejszym aspektem filmu Lot 7500 jest fakt, że produkcje oparto na prawdziwym wydarzeniu. Twist fabularny tego horroru powiązany jest z katastrofą lotniczą z 2005 roku, kiedy lot Helios 522 rozbił się po niecodziennym wypadku. W wyniku serii niedopatrzeń inżynierów i pilotów doszło do dekompresji samolotu i wszyscy pasażerowie, piloci i pracownicy obsługi lotu utracili przytomność. 121 osób zginęło w chwili gdy samolot rozbił się o ziemię w wyniku uszkodzeń związanych ze zużyciem paliwa. To jednak nie koniec koszmaru związanego z lotem 522. Najokropniejsze jest to, że jedna z osób na pokładzie wybudziła się przed zderzeniem z ziemią. Na 15 minut przed katastrofą jeden z stewardów próbował odzyskać kontrolę nad samolotem. Niestety nie było to już możliwe i mężczyzna nie był w stanie wylądować. Musze przyznać, że przechodzą mnie ciarki na samą myśl o takiej sytuacji. Być tym jednym nieszczęśliwym otoczonym przez 120 nieprzytomnych lub martwych osób tylko po to by mieć świadomość o okrutnej sytuacji, w której się znajdujemy. W takiej chwili lepiej być nieświadomym tego co się z nami dzieje. Dla mnie te 15 minut świadomości o nieubłaganej śmierci jest czymś straszniejszym od wszystkich potworów i duchów.

Lot 7500

Wstyd

Lot 7500 na pewno nie jest najlepszym filmem w dorobku Takashi’ego Shimizu. Twórca kultowej Klątwy dostarcza nam przeciętny telewizyjny straszak, któremu brakuje oryginalności i grozy. Pomysł z horrorem rozgrywającym się na pokładzie samolotu nie jest zły, ale tutaj zabrakło ciekawych pomysłów na straszne momenty. Do tego sposób w jaki poradzono film sprawia, ze możemy się domyśleć twistu, który czeka na nas na końcu produkcji. Mimo to Lot 7500 oferuje nam dwa czy trzy niezłe momenty i przez moment serwuje nam całkiem fajny patent nawiązujący do japońskich legend. Szkoda, że całość jest co najwyżej przeciętna i zapomnimy o tym tytule praktycznie od razu po zakończeniu projekcji. Mogło być zdecydowanie lepiej i straszniej.

A co Ty o tym sądzisz?