Okręt strachu

Kinematografia Państwa Środka nie jest zbyt dobrze znana na świecie. Fani filmów rozpoznają może kilku twórców i garstkę produkcji godnych uwagi. Większość ludzi nie ma zielonego pojęcia o tytułach powstających w Chinach. W przypadku horrorów jest jeszcze gorzej. Ja miałem okazję widzieć trochę straszaków z domu pandy. O niektórych nawet napisałem kilka słów. Jednak w gruncie rzeczy nie zawracam ludziom specjalnie głowy chińskimi horrorami. Ciekawe dlaczego tak jest i czy państwo totalitarne maczające swoje zakrwawione palce we wszystkie dziedziny życia ludzkiego może mieć jakiś wpływ na straszakową kinematografię? Poniższa recenzja filmu Okręt strachu odpowie na te i wiele innych pytań.

Co to w ogóle jest?

Okręt strachu znany także jako Mo Lun (魔轮) i The Precipice Game to chiński horror z 2016 roku, który z niewiadomego mi powodu doczekał się dystrybucji na zachodzie, w tym w Polsce. Cała produkcja to podróbka cyklu Piła, która powstała o wiele lat za późno by zrobić na kimkolwiek najmniejsze wrażenie.

Piłka

Główną bohaterką filmu jest, młoda utalentowana lekarka, której powodzi się wżyciu. Jej jedynym problemem jest tak naprawdę nadgorliwa, ultra bogata matka, która nie lubi chłopaka naszej bohaterki. Koleś to typowy samolubny ziomek, który uwielbia się popisywać i ma wyolbrzymione mniemanie o sobie. Tak się złożyło, że nasza bohaterka ma rodziny i jej chłopak zabiera ją na wyprawę życia. Coś co miało być fajną zabawą na luksusowym statku z wielką nagrodą okazuje się jednak walką o przetrwanie.

Nasza para wraz z czwórką innych ludzi bierze udział w grze – poszukiwaniu skarbu, gdzie co rundę ma odpadać jeden zawodnik. Zasady zabawy zmieniają się jednak w momencie, gdy ludzie zaczynają ginąć. Mamy więc do czynienia z filmem inspirowanym popularnym kiedyś cyklem horrorów o ludziach radzących sobie z przekombinowanymi pułapkami.

Okręt strachu
Strach się bać.

Inspiracja Piłą jest tutaj oczywista choćby ze względu na to, że pierwsze wyzwanie z karuzelą i shotgunem zostało wyjęte wprost z jednej odsłon amerykańskiego cyklu. Nawet jeden z elementów finału filmu jest wariacją na temat twistu, którejś z części o nieśmiertelnym Jigsawie.

Teoretycznie nie ma w tym wszystkim nic złego. Przez lata powstało sporo filmów zainspirowanych przez patenty z serii o pokręconych pułapkach. W tym wypadku jednak dwa elementy rujnują efekt końcowy. Po pierwsze narzędzia tortur nie są oryginalne i sprowadzają się do bajerów, które dobrze znamy z innych filmów. Poza wspomnianą karuzelą śmierci mamy jeszcze latające ostrza, rozpadające się drabiny, podpałkę, zamrażarkę czy dziurawą tratwę. Nic nadzwyczajnego i nie ma szans by którykolwiek z momentów zapadł nam w pamięć. Zwłaszcza, że niewiele widać bo film jest tak nakręcony by mogli go oglądać stosunkowo młodzi widzowie. Dlatego nie ma co liczyć na krew i gore co trochę mija się z celem. W końcu Piła szybko przerodziła się w festiwal rozbudowanych i skomplikowanych narzędzi tortur połączony z przesadzoną przemocą. Tutaj nie ma nawet tego co w połączeniu ze słaba fabułą i okropną gra aktorską nie daje nam dobrego filmu.

Najgorszy rodzaj zwrotu fabularnego

Jest jeszcze drugi element rujnujący Okręt strachu. Chodzi o zakończenie historii i “szokujący” twist, który ma wprawić nas w osłupienie. W pewnym sensie tak jest bo większość widzów nie będzie w stanie uwierzyć w to w jak głupi sposób można wytłumaczyć wszystko co widzieliśmy wcześniej na ekranie. Osoby posiadające wiedzę na temat Chin i kultury Państwa Środka będą w stanie przewidzieć to zakończenie bardzo szybko. Ja wiedziałem jak ten film skończy się już w około 3 minucie podczas rozmowy głównej bohaterki z mamą. I nie mówię tu o podejrzewaniu co może się stać, ale pewności, że czeka na twist numer 2, czyli nic nie jest takie jak się nam z początku wydaje. Taka a nie inna sytuacja nie jest do końca winą twórców. Jednak mam problem z tym jak bardzo telegrafowali swój twist przez cały film. Począwszy od dosyć oczywistych scen aż przez to, ze jedna z głównych postaci ewidentnie ma doklejoną sztuczną brodę, która wygląda jak kłębek włosów łonowych doklejonych przezroczystą taśmą do twarzy.

Okręt strachu
To nie jest dobry filmm

Mamy więc do czynienia ze strasznym niewypałem, który leży i kwiczy. Nic w tym filmie nie jest warte naszej uwagi. Dlatego zastanawia mnie czemu akurat ten chiński film trafił do naszej dystrybucji i wylądował na platformie Netflix?

Made in China

Kluczem do zrozumienia czemu Okręt strachu jest takim a nie innym filmem jest polityka. Komunistyczna partia nie przepada za duchami, potworami i makabrycznymi elementami w filmach. Wszystko musi być ładne spokojne i promujące chińskie wartości. Nie zaszkodzi jak bohaterowie przynudzają o jedności i tym, że partia troszczy się o świetlaną przyszłość narodu. Z tego powodu wszystkie filmy kręcone w Chinach pilnowane są przez nadgorliwych cenzorów, których życie sprowadza się do rujnowania interesujących rzeczy by zagwarantować byle jaką, ale lekkostrawną papkę – pożywkę dla mas. Z tego powodu jakiś czas temu filmowcy wpadli na genialne obejście zakazu strachu, duchów i potworów w horrorach. Co jeśli to co zobaczymy na ekranie to tylko sny, wizje lub wymysły bohaterów. Jeśli nikt tak naprawdę nie zginął a krew to tylko farba, wtedy cenzor nie ma do czego się przyczepić. To jednak sprawiło, że chińskie horrory są do siebie bardzo podobne i jako widz jesteśmy w stanie przewidzieć zakończenie prawie każdej produkcji bez jej oglądania.

Super partia kurka!

Wszystko to jest naprawdę ciekawe z punktu widzenia badacza chińskiej kultury. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę wieki tradycji strasznych opowieści i legend zebranych chociażby Strange Tales from a Chinese Studio (聊齋誌異), to aż dziw bierze jak bardzo komuniści starają się wymazać ten element chińskiej kultury. Samo zagadnienie podejścia władz i obywateli do gatunku jakim jest horror fascynuje mnie od kilku lat i z chęcią podzieliłbym się z osobami zainteresowanymi tematem moimi uwagami. Jednak to nie czas ani miejsce. Najwyższa pora powrócić do pastwienia się nad Okrętem strachu.

Okręt strachu
Pan doklejona broda.

Ten film zawodzi na całej linii. Historia jest niezwykle sztampowa, przewidywalna i po prostu głupia. Gra aktorska to totalna porażka i żadna z postaci nie jest w najmniejszym stopniu przekonywująca. Do tego sztuczna kozia bródka jednego z głównych bohaterów tak kłuje w oczy, że aż można stracić wzrok. Jako horror ten film kompletnie nie straszy a sceny gore są tak słabe, że aż śmieszne. Na deser zostaje seria twistów, które sprawiają, że całe filmidło nie ma żadnego sensu i jest tylko jedną wielką stratą czasu.

Okręt strachu to film, który mogę polecić jedynie osobą zainteresowanym tym dlaczego w Chinach kontynentalnych nie da się zrobić dobrego horroru. Straszak ten zawiera wszystkie wady rujnujące tamtejsze kino grozy. Inni powinni dać sobie spokój bo to filmidło jest kiepską chińską podróbką, którejś ze słabszych odsłon cyklu Piła.

A co Ty o tym sądzisz?