Sniper Elite: Nazi Zombie Army 2

Druga Wojna Światowa to temat, który przez lata przejadł się graczom i był wałkowany tak jak pseudo-współczesne konflikty są nadużywane teraz. Żywe trupy z jakiegoś nie do końca zrozumiałego powodu są „gwiazdami” co piątej nowej gry jaka pojawia się na naszych maszynach. Z połączania tych dwóch wyświechtanych elementów musi więc wyjść coś naprawdę paskudnego? Czy Sniper Elite: Nazi Zombie Army 2 jest tak przerażające jak twarz Hitlera w wersji zombie, czy tylko śmierdzi zgnilizną?

Najnowszą produkcję studia Rebellion otwiera naprawdę klimatyczny filmik wprowadzający nas w wydarzenia z fikcyjnej wersji największego konfliktu w dziejach ludzkości. Zdesperowany Adolf Hitler ulokowany w swoim bunkrze z pistoletem w dłoni jest na skraju porażki. Do jego drzwi dobija się masa ożywionych. Nie ma już dla niego ratunku i wszystko jest przesądzone. Malarz jednak zdąży się wyżyć w naprawdę brutalny sposób na jednym ze swoich oficerów. Z tego fragmentu dowiemy się o tajemniczym artefakcie mającym chronić przed armią nieumarłych żołnierzy III Rzeszy. Po wprowadzeniu zostajemy od razu rzuceni w wir akcji, czyli poszukiwanie artefaktów zdolnych powstrzymać nieumarłych. Historia ta stanowi oczywiście tylko tło dla rozsadzania głów żołnierzy piekielnej armii z odległości 50 czy tam 100 metrów. Troszkę szkoda, że nie poświęcono okultyzmowi trochę więcej miejsca i potraktowano historię po macoszemu. Biorąc pod uwagę to do kogo skierowana jest ta gra (fani co-op) ma to jednak sens. Przynajmniej żadne gadanie czy budowanie skomplikowanych bohaterów nie będzie nas spowolniało.

Nazi Zombie Army 2 to w najprostszych słowach Left 4 Dead w wersji TPP. Nie jest tak do końca, ale to porównanie najlepiej chyba oddaje całego ducha produkcji. Mamy 4 ocalałych przedzierającą się przez sterty zombiaków by dotrzeć do punktów kontrolnych pozwalających na złapanie oddechu i uzupełnienie amunicji. Współpraca ma duże znaczenie bo samotne wojaże przy chwili nieuwagi kończą się śmiercią. Cała zabawa ma też trochę wspólnego z trybem hordy znanym choćby z Gears of War. Co jakiś czas naszym zadaniem będzie bronić się na wyznaczonej pozycji przed hordami wroga. Do tego aby móc iść do przodu zazwyczaj musimy ubić wszystkich przeciwników. Inaczej skrypt odpowiedzialny za otwieranie drzwi czy inne elementy pchające grę do przodu się po prostu nie załączy. To sprawia, że paniczne rajdy do najbliższego bezpiecznego punktu znane z tytułu od Valve nie mają tutaj zastosowania. Sama współpraca między postaciami też w tym wypadku jest uboga. Tak naprawdę ogranicza się ona do ratowania przyjaciół kiedy są powaleni i ewentualnego osłaniania się przed atakującymi ze wszystkich stron trupami, stojąc do siebie plecami niczym w Army of Two. Szkoda, że nie ma czegoś trochę bardziej rozbudowanego, bardziej wymuszającego wspólne działanie. Marzy mi się jakiś podział na klasy albo chociaż specjalne bronie przypisane dla danej postaci. Tak by snajper był bardziej efektywny od gestapowca. Oczywiście to tylko moje wymysły i trudno czepiać się twórców, że mieli na swoją grę inny pomysł. To tak jakby mieć pretensje do gry wyścigowej, że nie wrzucono do niej motocykli.

W oferowanym wyposażeniu znajdują się trzy bronie i cały zestaw materiałów wybuchowych. W nasze ręce oddane zostały dwa typy granatów, miny dynamit i wybuchowa pułapka. Ołowiem możemy ładować nieumarłych z karabinów snajperskich, karabinów maszynowych i pistoletów. Od czasu do czasu znajdziemy też strzelbę czy wyrzutnik granatów typu panzerfaust. Uzbrojenia jest całkiem sporo i mimo dość skromnego podziału na trzy klasy jest ono dość różnorodne. Pojemność magazynka, zasięg czy stabilność podczas celowania wpływają na rozgrywkę dość znacząco. Przed rozpoczęciem każdego poziomu, a także w punktach kontrolnych mamy okazję wymienić nasze uzbrojenie.

Poziomy zdają się być dość długie i wypełnione są setkami zombie. To sprawia, że dość szybko może dopaść nas znudzenie. Zwłaszcza jeśli gramy samemu i bawimy się w bronienie takiego zdezelowanego kościoła czy bunkru. Potwory napierają falami i sekwencje te wydają się trochę zbyt długie. Mniej przeciwników wyszło by w tym wypadku na plus.

Jeśli chodzi o przeciwników to są dość standardowi. Mamy zombiaki nawalające nas urwanymi rękami czy saperkami, takie z granatami wysadzające się, wielkie z karabinami. Są jeszcze kościotrupy i piekielne demony. Większość potyczek to eliminowanie powoli pełznącego mięsa armatniego, które po prostu podchodzi pod naszą lufę.

Ten spin-off Sniper Elite jest zdecydowanie stworzony pod zabawę w trybie wieloosobowym. Czterech graczy może ze sobą współpracować i przejść kampanię online. Daje to lepszy obraz całej produkcji niż zabawa w trybie kampanii. Poziomy przechodzi się szybciej i uczucie znużenia pojawia się później. Do tego jeśli gramy z dobrze dobranymi ludźmi można pobawić się w tworzenie jakichś taktycznych zagrań, ustawianie pułapek i tego typu sprawy.

Muszę powiedzieć, że stylistyka graficzna tej produkcji bardzo mi przypasowała do gustu. Miałem skojarzenia z piekielną wersją Pierwszej Wojny Światowej z The Darkness. Taka horrorowa wersja lokacji dotkniętych działaniami wojennymi. Rzeki krwi w pobliżu wiosek ostrzelanych przez ogień artyleryjski, gruzowiska będące kiedyś tętniącymi życiem miastami, czy zniszczone okopy idealnie wpasowują się w nastrój całej pozycji. To jak wyglądają poziomy było elementem, który zachęcał mnie do dalszej gry mimo nudy jaka towarzyszyła mi w przydługawych sekwencjach eliminacji masy trupów.

Korzenie Nazi Zombie Army 2 nadal tkwią w Sniper Elite V.2 . Przy braku dobrej woli nowy tytuł dałoby się nazwać dość rozbudowaną modyfikacją, która jednak bazuje na tej samej podstawowej mechanice. Naszą podstawową bronią jest bowiem karabin snajperski. Z tą pukawką spędzimy prawdopodobniej najwięcej czasu bo jest ona najskuteczniejsza. Karabiny wydają się strzelać ślepakami, pistolety mają słaby zasięg, a shotguny nie pojawiają się zbyt często. Dzięki temu będziemy ze 100 razy oglądali sekwencje naszego pocisku pędzącego w spowolnieniu przez mapę by w końcu dosięgnąć swego celu. Ekspertem nie jestem ale nie ma to takiego sensu jak w podstawowej wersji gry, bo trafienie zombie w wątrobę nie jest aż tak spektakularne. Niektóre z naszych broni wybuchowych też nie wydają się mieć większego sensu w walce z żywymi trupami. Nie żeby te pozostałości po Sniper Elite jakoś strasznie przeszkadzały. Po prostu nie do końca pasują mi one do tego typu gry.

Sniper Elite: Nazi Zombie Army 2 dość pozytywnie mnie zaskoczyło. Spodziewałem się wykonanego na szybko odcinania kuponów od Halloween i związanego z tym świętem poszukiwania strachu w najróżniejszych formach. Dostajemy jednak całkiem solidny tytuł pod co-op’a, który przy zabawie w pojedynkę też daje radę. Grywalność na dłuższą metę zależała będzie od tego z kim gramy i czy nie nudzi nam się po raz setny oglądanie w zwolnionym tempie animacji pocisku przechodzącego przez czaszkę jednego trupiaka by przestrzelić płuco drugiego. Jasne, że to wszystko może być trochę monotonne ale powinno zapewnić kilka godzin całkiem dobrej zabawy.