Wściekłość

Wampiry i zombie to dosyć wyświechtane tematy jeśli chodzi o horror. Tysiące podobnych filmów sprawiły, że krwiopijcy i mózgożercy po prostu się nam przejedli. Na szczęście w gąszczu tandety da się znaleźć kilka oryginalnych produkcji. Jedną z nich jest wczesny film legendarnego mistrza body horroru – Davida Cronenberga zatytułowany Wściekłość (Rabid). Tylko czy jeden z pierwszych filmów Cronenberga może dorównać jego późniejszym dziełom?

Wściekłość to dosyć nietypowe połączenie body horror z odrobiną wampirów i wirusem zamieniającym ludzi w zombie. Mamy do czynienia z lekką mieszanką różnych elementów, która przynosi dosyć ciekawy efekt końcowy.

Wypadki i apokalipsa

Cała historia zaczyna się od wypadku drogowego, w którym ciężko ranna zostaje młoda kobieta. Pobliska placówka medyczne zajmująca się chyba głownie operacjami plastycznymi bierze się za ratowanie życia dziewczyny. Jedynym ratunkiem w ciężkiej sytuacji jest wykonanie nietypowego zabiegu przeszczepu sztucznym tworem, który ma zastąpić uszkodzone organy i skórę pacjentki. Operacja kończy się sukcesem, ale z dziewczyną o imieniu Rose zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które wskazują na to, że przeszczep był czymś znacznie więcej niż zabiegiem ratującym życie.

Nie chcę zbytnio wdawać się w szczegóły bo muszę przyznać, że moment, w którym okazało się co tak naprawdę stało się z Rose był dla mnie niezłym zaskoczeniem. Głownie przez to jak komicznie wyglądały wcześniejsze sceny wampirycznej aktywności bohaterki. W każdym razie Rose żywi się krwią a jej ofiary stają się nosicielami niezwykłego rodzaju wścieklizny. Mamy więc mieszankę scen kobiety polującej na swoje ofiary i panikę związaną z ludźmi zamieniającymi się w krwiożercze bestie. Oba watki mogłyby posłużyć za osobne filmy jednak tutaj są całkiem nieźle ze sobą połączone. Mamy część skupiającą się na Rose i jej rozterkach a także pokazanie problemu w szerszej skali.

Dziwny koszmar

Ton całego filmu jest dosyć dziwny. Po części to efekt tego, że mowa o kanadyjskiej produkcji z lat siedemdziesiątych. Sam Cronenberg nie jest znany z tworzenia typowych filmów, więc to też może mieć wpływ na wydźwięk Wściekłości. To jednak nie wszystko bo w tej produkcje jest coś jeszcze, coś bardziej oślizgłego co po części wynika z tematyki filmu. W końcu ładna kobieta poluje głownie na napalonych facetów po to by wyssać ich krew i zainfekować ich dziwną chorobą. Przejawem tego jest komiczna ale jednocześnie obleśna scena w kinie, gdzie obrzydliwy facet, nachalnie próbuje się przystawiać do bohaterki. Cała kilkuminutowa sekwencja jest tak dziwna, że brak mi słów na dokładne jej opisanie. Podobnych motywów jest kilka, ale żaden z nich nie przebija taj sceny.

Obok momentów, które były raczej mało komfortowe jest też masa świetnych scen. Zwłaszcza momenty ukazujące rozprzestrzenianie się epidemii i panikę jaką to wywołuje. Te elementy są chyba najsilniejszą częścią filmu. Mogą wydawać się trochę sztampowe bo w wielu filmach pojawia się podobne rozwiązanie, ale tutaj Cronenbergowi naprawdę dobrze udało się zaprezentować panikę towarzyszącą dziwnej chorobie rozprzestrzeniającej się wśród populacji.

Nie wiem co o tym wszystkim myśleć

Jeśli mam być kompletnie szczery to mam bardzo mieszane odczucia co do tego filmu. Z jednej strony Wściekłość to solidny pomysł i sporo scen jest interesujących. Mamy tu dosyć ciekaw spojrzenie na wampiry, zombie czy rozprzestrzenianie się epidemii. Na dokładkę film jest odpowiednio odrażający i mroczny co tylko buduje całość jako coś więcej niż kolejny straszak. Z drugiej strony mamy równie wiele komicznych i nudnych scen a o strachu nie ma co mówić. Niestety w wielu momentach film mnie rozbawił lepiej niż niejedna komedia.

Pierwsze kroki Cronenberga

Wściekłość to sam początek kariery Davida Cronenberga. Nie jest to film idealny i można przyczepić się do wielu rzeczy. Faktem jest jednak to, że produkcja ta pokazuje potencjał reżysera i scenarzysty. Potencjał który został zrealizowany w późniejszych filmach twórcy. Otrzymujemy całkiem niezły i w miarę oryginalny horror, który może nie powali nas na kolana, ale też nie będzie stratą czasu.